Przedostatni przed tegorocznymi Indywidualnymi Mistrzostwami Polski turniej kategorii A zakończył się bez większych niespodzianek. Choć Łukasz Nitka, a następnie Kamil Dominiak zasiali ziarno niepewności, co do składu finału, to ostatecznie z ziarna tego nic nie wykiełkowało. Obaj pozwolili Marcinowi Karwowskiemu na odrobienie straty seta i przegrali 2-3, odpowiednio w ćwierć- i półfinale. Marcin przyzwyczaił widzów do pięciosetowych maratonów już w poprzednich turniejach. Dotąd myślałem, że to brak koncentracji. Teraz mam nową teorię: ponieważ na jego koszulce widnieje teraz logo sponsora, firmy TSL logos, to może chodzi mu o jak najdłuższą jego ekspozycję na korcie…
Znakomitą formę pokazał Łukasz Nitka, który przegrał tylko z Karwowskim i gdyby nie braki kondycyjne mógłby i jemu dać radę. W walce o 5. miejsce pokonał Sikora i Abrama, po 2-1, dzięki czemu uniknęliśmy meczu o podwyższonym ryzyku. Wejście Łukasza do czołowej ósemki i, co za tym idzie, rozstawienie 5-8 w IMP jest wciąż realne.
Wojtek Nowisz miał łatwiejszą drogę do finału. W pierwszych trzech rundach tracił po 9 punktów na mecz, nie widząc większej różnicy, czy przeciwnikiem był Tomek Banasiak (60. w rankingu PFS), Grzesiek Leśniański (11.), czy Maciek Lubiak (10.). Dopiero Maciek Maciantowicz (4.) w półfinale zmusił Wojtka do gry w squasha, a nawet urwał mu seta.
I tak w finale zagrali ci, którzy mieli zagrać. Numer jeden i numer dwa rankingu, główni (i niemal jedyni) kandydaci do tytułu mistrza Polski 2010. Niestety niektórzy widzowie, tak licznie zgromadzeni przez cały dzień w Kahunie uznali, że ten mecz widzieli już kilka razy i miejsce przed kortami nie było do końca wypełnione. Ci, którzy zostali, obejrzeli mecz na wysokim poziomie. Wojtek i Marcin, obaj nie zostawili nerwów poza kortem, Wojtek często okazywał niezadowolenie ze swoich zagrań, Marcin z rzadka, ale za to bardziej ekspresyjnie.
Przez cały mecz było blisko. Moim zdaniem więcej znakomitych zagrań zaczynało się na rakiecie Wojtka, ale też w tym samym miejscu powstawała większość prostych błędów. Marcin grał spokojniej i bardziej cierpliwie. Od stanu 8-8 tylko on zdobywa punkty w pierwszym secie i wygrywa go 11-8. Drugi zaczyna się prowadzeniem Karwowskiego 4-1, potem 5-2, ale seria punktów Wojtka odwraca bieg wydarzeń, 11-7 i stan meczu 1-1. W trzecim Marcin zdobywa 5 piłek pod rząd (z 0-2 na 5-2) i prowadzi 9-5, po czym traci 5 piłek pod rząd i ostatecznie seta 10-12. Nerwowa końcówka czwartego seta kończy się tym samym rezultatem i wygrywa Wojtek Nowisz. Sprawa tytułu Mistrza Polski 2010 jest nadal otwarta.
W równolegle rozgrywanym meczu o trzecie miejsce Maciek Maciantowicz wygrał z Kamilem Dominiakiem 3-1 potwierdzając swoje aspiracje do podium IMP.
Wiele działo się także w rywalizacji o wszystkie niższe miejsca w turnieju Open. W pierwszej rundzie odpadli obaj trenerzy obdarowani przez organizatora dzikimi kartami. Jacek Kalinowski miał pecha wylosować Kamila Dominiaka, a Michał Dobrowolski Maćka Sikorskiego. Spośród rozstawionych szesnastu graczy do drugiej rundy nie udało się awansować tylko dwóm: Grzegorz Gigoń przegrał 1-3 z Kubą Jaworskim, a zmagający się z przeziębieniem Marcin Wiśniewski nie miał szans z Markiem Jankowskim. Z trudem, bo w pięciu setach poradził sobie Mateusz Kotra z Piotrem Samborskim, podobnie jak Maciek Maciantowicz z Marcinem Liberskim.
W drugiej rundzie pięciosetówki zagrali Sikorski z Kaźmierowskim i Dominiak ze Staszkiewiczem, choć w decydującym secie faworyci nie dali szans rywalom (odpowiednio 11-2 i 11-0). Rywalizacja o miejsce 9. zakończyła się klasykiem – meczem Leśniański – Staszkiewicz. To były baaardzo długie i baaardzo zacięte trzy sety. Ostatecznie lwi ryk Grześka oznajmił zgromadzonym, że to on zdobył ostatni punkt meczu.
Sensacyjne 17. miejsce zajął Michał Grzybowski, który udział w turnieju głównym wywalczył w piątkowych eliminacjach. W meczu o 17. miejsce pokonał 3-2 Jacka Kalinowskiego. Brawo!
Na uznanie zasłużył także Janek Gajl, który pokonawszy kilku wyżej notowanych graczy, między innymi Marcina Ratigowskiego i Grześka Gigonia uplasował się ostatecznie na 25. miejscu.
Przy okazji Janek wygrał także, odbywającą się równolegle rywalizację juniorów U19. Tu drugie miejsce wywalczył Nikos Karampotis, a trzecie zajęła Paulina Krzywicka.
Wśród juniorów U13 zwycięzcą został Max Kierszka, przed Jankiem Walczukiem i Jankiem Rodakiem.
W turnieju kobiet zagrało 19 zawodniczek (Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!). Rywalizacja zakończyła się tak, jak się zakończyć musiała. Na korcie pojawiły się Dominika Witkowska i Ania Jurkun. Chciałoby się napisać „po niezwykle zaciętym meczu”, ale ich mecze niemal zawsze są zacięte i nie jest to już niezwykłe. Wygrała Dominika 9-11, 12-10, 12-10, 11-6. Coś mi mówi, że finał Mistrzostw Polski też będzie wyrównany. Trzecie miejsce zajęła Magdalena Ryczko.
Reaktywacja Kahuny bardzo się udała. Przeprowadzone w piątek eliminacje odciążyły sobotę, a jednocześnie dały szansę pogrania tym, którzy w nich odpadli. Grano o każde miejsce, systemem „best of 5”, w przerwach można było próbować swoich sił w badmintonie. W sobotę w Kahunie było mnóstwo ludzi. Oprócz graczy w klubie pojawiło się dużo kibiców, którzy licznie obserwowali mecze na każdym etapie rozgrywek poszczególnych turniejów. Nowa część klubu rewelacyjnie sprawdza się podczas większych imprez. Jest dużo przestrzeni, a jednocześnie wszędzie blisko, stojąc na środku ma się w zasięgu wzroku cztery korty, można też oglądać mecze z „tarasu widokowego”. Znakomita atmosfera i dobry nastrój uczestników był możliwy także dzięki domowej kuchni z niezrównanym kiszem (quichem) na czele. Dla mnie już on sam był wystarczającym powodem by zagrać w turnieju.
BŚ