Luty to jeden z najbardziej pracowitych miesięcy dla wielu graczy rozgrywek PSA. Po turnieju J.P. Morgan Tournament of Champions w Nowym Jorku czołówka rozjechała się po świecie, by wziąć udział w mniejszych turniejach. Najpierw odbył się Motor City Open, jak łatwo zgadnąć w Detroit. Ten silnie obsadzony turniej „trzygwiazdkowy” (pula nagród 30 tys. $) wygrał [2] Borja Golan (ESP), pokonując w wyrównanym jak się zdaje finale [1] Adriana Granta (10-12, 11-9, 11-5, 14-12) i otworzył sobie drogę do przeskoczenia go w rankingu PSA (panowie zajmują miejsca 13. i 14.).
Tydzień później, równolegle, choć oddzielone Atlantykiem odbyły się dwa kolejne turnieje. W kanadyjskim Halifax w „czterogwiazdkowym” turnieju Bluenose Classic konsekwentnie wygrywali zawodnicy wyżej rozstawieni. Tylko [Q] Shawn Delierre, jedyny z armii Kanadyjczyków, który przebił się z eliminacji, wbrew rozstawieniu wygrał mecz pierwszej rundy. W drugiej został niestety upokorzony przez [1] Davida Palmera (AUS), 3-0 w 19 minut. Palmer pokonał następnie [3] Borję Golana i w finale [2] Petera Barkera (ENG). Ten ostatni nie był w stanie stawić oporu Australijczykowi, może zmęczony ciężkim półfinałem z [4] L.J. Anjemą (NED). W tym samym czasie w Linkoping w Szwecji w obsadzie głównie angielsko-egipskiej, ale także z udziałem najlepszych Pakistańczyków, mistrza Niemiec, Włoch i Indii odbył się turniej klasy „5 star” (pula nagród 60 tys. $). W ćwierćfinale spotkali się odwieczni rywale z turniejów juniorskich [4] Aamir Atlas Khan (PAK) i [8] Mohamed El Shorbagy [EGY]. Spodziewano się kolejnego zaciętego pojedynku, a skończyło się na gładkim 3-0 dla Egipcjanina, który w półfinale miał okazję przekonać się ile mu brakuje do numeru jeden na świecie. Jeszcze trochę… Karim Darwish zwyciężył egipski półfinał 3-0 (11-3, 11-8, 11-9), ale Shorbagy ewidentnie rośnie na gwiazdę squasha. Następnie odbył się półfinał angielski, w którym [3] Nick Matthew pokonał [2] Jamesa Willstropa 3-2 (11-8, 11-2, 7-11, 3-11, 11-9). Było to drugie zwycięstwo Nicka nad kolegą klubowym w odstępie paru dni. Finał szwedzkiego turnieju nie odbył się, gdyż Karim Darwish wycofał się z powodu kontuzji stopy. Miejmy nadzieję, że szybko się wykuruje, bo w ostatnim tygodniu lutego kolejny turniej Super Series (Davenport North American Open, pula nagród 93 tys. $). Tymczasem Francuzi rozegrali krajowe mistrzostwa, które (sam nie wiem czy to niespodzianka) wygrał Thierry Lincou. Thierry zdobył tytuł Mistrza Francji już po raz 11-ty! Więc chyba nie była to niespodzianka. Ale Gregory Gaultier, pokonany w finale po równo stu minutach gry (5-11, 11-4, 5-11, 11-3, 11-5), jest teraz trzecią rakietą świata, tydzień wcześniej wygrał wielki turniej w Nowym Jorku, a Thierry jest „zaledwie” 7. w rankingu PSA i wciąż wytykają mu wiek (rocznik ’76) i przegrał ostatnie cztery mecze z Gregiem… Więc chyba jednak niespodzianka.
Swoje krajowe mistrzostwa rozegrali też Brytyjczycy. I tu niespodzianki nie było. W pierwszym półfinale Nick Matthew po raz trzeci w ciągu chyba dwóch tygodni pokonał Jamesa Willstropa. Był to przedwczesny finał. Zwłaszcza, że drugi półfinał nie odbył się, gdyż Peter Barker wycofał się z powodu zapalenia płuc. Dało to pierwszy finał Adrianowi Grantowi. Nie miał on jednak szans ze znajdującym się we wspaniałej formie Nickiem Matthew. 11-4, 11-3 ,11-9 i mistrz z 2006 roku, po dwóch latach pauzy spowodowanej kontuzją odzyskał tytuł. A w 2006 roku drugim finalistą był Lee Beachill, który we wtorek pożegnał się z zawodowym graniem. Lee to były numer jeden na świecie, trzykrotny mistrz Wielkiej Brytanii, jeszcze rok temu mieszczący się w dziesiątce PSA. Kontuzja kolana, z którą zmagał się od długiego czasu zmusiła go do zakończenia kariery. Peter Nicol, John White, teraz Lee Beachill…trzeba będzie żyć bez nich.
BŚ
|